Babatu.pl

  • #blog
  • STREFA MAMY
  • BIBLIOTECZKA
  • PRZEPISY
  • RECENZJE
  • O MNIE
  • WSPÓŁPRACA

Pracodawcy często zabezpieczają się umowami na okres próbny. Myślę, że takie rozwiązanie jak najbardziej jest w porządku dla obu stron. 


Okres próbny, to czas na poznanie pracy i obowiązków od podszewki. Poznanie zespołu, jak również tego jak wszystko w firmie funkcjonuje. W razie niezadowolenia, obowiązuje krótki okres wypowiedzenia. Bo zaledwie 14 dniowy, jeśli nie przepracowało się pełnych 3 miesięcy.

POWRÓT NA RYNEK PRACY PO KILKU LATACH

Wracając na rynek pracy, po kilku latach bycia w domu z dziećmi nie szukałam pracy marzeń. Właściwie moimi głównymi kryteriami była odległość pracy od domu oraz niepełny wymiar etatu.

Dlatego zdecydowałam się na pracę jako kasjer-sprzedawca w nowej na polskim rynku sieci. Celowo nie napiszę nazwy oficjalnie by uniknąć problemów.

Szczerze mówiąc dawałam  z siebie wszystko - maksymalne zaangażowanie. Nie raz wracałam styrana do domu, słaniając się na obolałych stopach. Rano stęsknione dzieci wieszały mi się na szyi, chcąc nadrobić wieczór kiedy mnie w nim nie było, a wracałam późno.
Zaciskałam zęby kiedy trzeba było być 12h w pracy, gdzie wg kodeksu i posiadania dziecka do lat 4 mogłam pracować maksymalnie 8 godzin na dobę. Nie podobało mi się to, ale wychodziłam z założenia, że czasem trzeba zacisnąć zęby.

KONIEC UMOWY PRÓBNEJ

Zbliżał się koniec umowy i zarazem koniec miesiąca. Nic nie sugerowało takiego obrotu wydarzeń. Zwykle w połowie miesiąca ujawniany był grafik na kolejny miesiąc. W lutym tak się nie stało. Codziennie ktoś pytał kiedy będzie gotowy. Wiadomo, każdy chce sobie życie poukładać i obowiązki wcześniej. W przeddzień jednemu pracownikowi odpowiedziano "grafik już jest ale nie mogę go udostępnić".
Kolejnego dnia miałam na popołudnie. To był ostatni mój dzień pracujący na tej próbnej umowie. Dwie godziny przed pracą dostałam wiadomość od koleżanki - Zwolnili nas, nie pracujemy. Nie ma nas w grafiku.

W tym samym dniu szefostwo w delegacji w sąsiednim mieście by pomóc w zatowarowaniu nowego sklepu, który rusza wkrótce. Własny sklep zostawiony na zasadzie "niech sobie radzą jakoś". Celowe uniknięcie stania twarzą w twarz z pracownikiem.

Brak jakiejkolwiek informacji od kogokolwiek. Czy telefonicznie, mailowo, listownie, smsowo. Nie wiem jest XXI wiek, a firma wybrała milczenie i zrobienie z nas idiotów.

Tego samego dnia poszłam do pracy wcześniej, by zostawić firmowe rzeczy i zgłosiłam, że biorę urlop na żądanie.

Nie popieram takiego zachowania, ale zrobiłam to tylko dlatego, że potraktowano mnie jak śmiecia. Jak tanią siłę roboczą.

Tamtego dnia łzy cisnęły się do oczu, a dzisiaj jestem wdzięczna, że nie muszę tkwić w tym bagnie nieszczerości i dwulicowości. Choć szukanie nowej pracy jest mozolnym procesem, cieszę się, że mam szansę znaleźć coś lepszego. Mam możliwość wykazać się i poznać rekrutację jeszcze bardziej szczegółowo :)

Share
Tweet
Pin
Share
No KOMENTARZY

Ciężko nabrać dystansu i tlenu kiedy życie rodzinne toczy się non stop, kiedy to Ty mama jesteś sterem wszystkiego. O ile macierzyństwo i rodzicielstwo to coś bardzo ciekawego i dającego duże wyzwanie to jednak wymaga sporego zaangażowania.

see bloggers lodz 2018
fot. Agata Chmielewska (Kurnikowo.pl)

Share
Tweet
Pin
Share
No KOMENTARZY

W naszym domu uwielbiamy włoskie jedzenie na czele z pizzą. Pewnego razu przestało nam się podobać wydawanie grubej kasy za pizzę na cienkim cieście z dostawą do domu, którą zwyczajnie nigdy nie pojedliśmy czteroosobową rodziną. Wtedy zrodziły się próby wykonania swojej domowej pizzy jak z włoskiej pizzerii ;) Chcę podzielić się z Tobą naszym sprawdzonym przepisem i zaszczepić choć odrobinę Włoch ;)

domowa pizza jak z wloskiej pizzerii

Share
Tweet
Pin
Share
No KOMENTARZY

Trudnym czasem był dla mnie kwiecień, spowodował maksymalne skupienie się na życiu osobistym i przeżywaniem każdego kolejnego dnia wyciskając z niego wszystko. 

Photo by Jeremy Wong on Unsplash

Share
Tweet
Pin
Share
No KOMENTARZY

Ciemne pieczywo jest zdrowsze, syte i często droższe od pszennego. Jeśli zaczniesz piec w domu, gwarantuję oszczędność portfela, pyszny smak i satysfakcję z samodzielnego wypieku. Ponadto zapach dotrze nawet do sąsiadów. 

Przygotowałam dla Was przepis na chleb pełnoziarnisty razowy, który pieczemy w naszym domu. Chleb, który zachęcił nas do wypieków domowych i dał wiarę w to, że to jest bardzo proste nawet dla laików :)
U nas tak naprawdę pieczenie każdego kolejnego bochenka, to nowe doświadczenie i wnioski.

chleb razowy pełnoziarnisty

Share
Tweet
Pin
Share
7 KOMENTARZY

Zgodzisz się ze mną, że dzieci to nasz najcenniejszy skarb i radość. Są wysysaczem rodzicielskiej energii. Znasz to ? Stajesz się roztargniona, bo zaczynasz kilka rzeczy naraz, robotę ciągle przerywa "mamoooo ! chodź tutaj na chwilkę" i właściwie nie wiesz co chciałaś zrobić. Chwilę później przypomina się, przekładasz to na wieczór realizacje i zasypiasz... albo walczysz z opadającą powieką. Rzekłabym, iż u mnie to klasyk ! 




Ben Blennerhassett

Share
Tweet
Pin
Share
25 KOMENTARZY

 Mówią o chęci posiadania skóry jak u niemowlaka. Coś w tym jest, bo zamiast suchej skóry każdy chciałby mieć ją nawilżoną i sprężystą bez żadnych wysuszonych zmian. O AZS czy przesuszoną skórę nie jest ciężko. Sezon kaloryferowo grzewczy nie pomaga, klimatyzacje w galeriach zmuszające do rozebrania się do krótkiego rękawka, bo inaczej odpływasz... i tak dalej by szło wymieniać. Najgorzej gdy kąpiesz swoje dziecko, smarujesz, pielęgnujesz a skóra wciąż sucha, wciąż z nalotem szorstkości. Emolienty przepełnione parafiną ciekłą nie kuszą, wręcz odpychają. A zdrowa i wyśmienita kondycja skóry przecież tak bardzo istotna.


Share
Tweet
Pin
Share
8 KOMENTARZY

Kto by pomyślał, że ja, od urodzenia miastowa rozkocham się kiedyś w prowincji. Zaznam spokoju umysłu pomiędzy zbożem, a łąkami... Od ponad tygodnia trwam w cudownym stanie. Być może to ciąża powoduje większą mą wrażliwość ? Wieczorem dźwigam tyłek, zapinam psa na smycz, chwytam za rękę me dziecko i ruszamy przed siebie. 

Choć początkiem łzy napływały mi do oczu... (jestem sentymentana i przyzwyczajam się mocno do miejsc i ludzi), tak teraz śmieję się z siebie jak w ogóle mogłam pomyśleć, że z moją rodziną, naszą energią i tym co chcemy oraz planujemy, nie dam rady funkcjonować w nowej rzeczywistości.



Share
Tweet
Pin
Share
5 KOMENTARZY


Czekałam na ten moment, w którym bez dodatkowych bodźców... z samego powietrza, pogody i panującej aury będę czerpać energię. Zacznie mi się chcieć robić, planować, wychodzić. Wiosna jest dla mnie stanem odmiennym, powodem do zmian, wcielania w życie planów które dotąd krzątały się po głowie. 

Share
Tweet
Pin
Share
15 KOMENTARZY

Przyznam szczerze, że smakosz kulinarny ze mnie kiepski. Nie bywam w restauracjach, nie próbuję wymyślnych dań, bo nie mam ku temu okazji. Steki kojarzę z programów kulinarnych i opowieści o hardcorowym ;)


Share
Tweet
Pin
Share
7 KOMENTARZY

Jestem przekonana, że idealnym momentem będzie ten w którym centymetry solidnie spadną, a  wskaźnik kilogramów spuści z tonu. Samo się nic nie podzieje, czego jestem efektem. Jest za to większa szansa na sukces gdy zepniemy tyłki i przeciwstawimy się dotychczasowej codzienności.


Tak też skromnie ale z zapałem oznajmiam, że chcę być zdrowa, z mnóstwem energii którą potem mogę chętnie pozarażać. Chcę polepszyć swoje samopoczucie i udowodnić sobie, że da się jeść lekko, zdrowo i tanio... że da się ćwiczyć z wymarzonym efektem, w domu, z trzylatką u boku.

I choć ciężko mi z systematycznością, no i trochę ciągnie do słodyczy... podejmę tę walkę, która chcę by stała się moją przyjemną codziennością. Zmienię nawyki żywieniowe i będę szczęśliwsza.

Dlatego w minionym tygodniu idealnym momentem było to, że ruszyłam dupę ! ;)

Share
Tweet
Pin
Share
22 KOMENTARZY

Powinnam była już dawno usiąść, zatrzymać się i przemyśleć. Ciągle tylko brak czasu, muszę jeszcze to zrobić, nie teraz, za chwilę, ojej ale mi się nie chce. Wieczne odkładanie w nieznane. A później nadchodzi październikowa jesień. Piękny słoneczny dzień i chłodny wieczór. Córka przeciera oczy, kładę się obok niej i usypiam. Myślę, jak fajnie minął nam dzień. O tym jak urządzę jej pokoik skoro wreszcie został pomalowany. Chwilę wcześniej spieraliśmy się z mężem o to gdzie postawimy łóżeczko. A jeszcze wcześniej kłóciliśmy o pierdołę. Tak jak wtedy o zgubioną szczotkę, czy nieporozumienie słowne.

Oko mi leci, gdy nagle zza drzwi mąż krzyczy.  Ania Przybylska nie żyje !
Najważniejsze słowa dotarły, ale z niedowierzaniem: Co mówiełeś ?

Popatrzyłam na małą, napłynęła masa emocji i łzy. Tak samo jak wtedy gdy przyjaciółka straciła kolejną ciążę tuż po porodzie. 
Po raz kolejny ucałowałam ją i powiedziałam jak mocno kocham. Jaka jest dla mnie ważna. Otwarłam drzwi z pokoju wychodząc jakaś inna. Ścięło mnie. Wyssało energię. Wpędziło w zadumę i tok przemyśleń.

Usiadłam obok męża, z gulą w gardle. Poprosił o kolację... Kroiłam trzecią kromkę kiedy postanowiłam, że wyrzucę to z siebie.

A co jeśli we mnie coś tyka ? Tracę głos nie mogąc dokończyć. Łzy.

Wrzucam sobie od wczoraj jaka durna jestem. Jaką krzywdę robię sobie i jaką niepewność funduję mojej rodzinie. No bo co by było gdyby mnie teraz zabrakło. Przecież ani ja, ani oni nie jesteśmy na to gotowi. Dopiero chwilę tworzymy rodzinę, dopiero ...
Pisałam ostatnio o zaniedbaniu się. Jest tego więcej. Olałam wizyty u mnóstwa lekarzy, z głupiego strachu, wstydu. Nie wiem dlaczego. Może i z lenistwa.
Wczorajsza wiadomość o śmierci Ani, wzbudziła smutek, żal, współczucie rodzinie. Jednocześnie przełożenie takiego życiowego scenariusza na nasze życie.
Na co dzień zapominamy, że może nas zabraknąć nieoczekiwanie.

NIE CHCĘ !

Życie mamy jedno. Trochę nie pewne, ale to głównie my nim sterujemy, pielęgnujemy. To my tworzymy każdy kolejny dzień, w którym czasem ciężko wyeliminować sprzeczki o nic, złości o pierdoły. Chyba jednak warto powalczyć, popracować nad sobą. By nie ranić, a za to uśmiechać sięczęściej.


Dlatego jeszcze dziś, chwytam za telefon i nadrabiam to co zawaliłam. Bo większy strach towarzyszy kiedy zostawiasz bliskich i cierpisz. Niż wtedy gdy sobie coś ubzdurasz i żyjesz w tego przekonaniu. 

Dlatego jeszcze dziś wyściskam ich najmocniej i obiecuję, że postaram się nie zapominać o miłości którą dla siebie mamy. W słowach, czynach i duszy. Nie zapomnę, jacy są dla mnie ważni !




Aniu. [*]
Share
Tweet
Pin
Share
11 KOMENTARZY
Gdy obowiązków i problemów nagromadzi się pęczek... Czasem nie wiesz do czego wsadzić ręce, od czego zacząć, a na czym skończyć. Czasem wpada myśl o potrzebie czasu tylko i wyłącznie dla siebie. O mini egoizmie i  zreperowaniu siebie wewnętrznie.

Superlatyw macierzyństwa całe mnóstwo. Wszystko przeplatane chwilami złości, bezsilności, a czasem łzami. Jednak najwięcej jest uśmiechu, którym zarażają najlepiej dzieci. Spoglądają na nas błyskotliwym wzrokiem i rozśmieszają co minut kilka. 

Czasem wszystko sięgnie apogeum, trachnie jak rozrywany ręcznik na szmaty. Siadasz w kątku i ryczysz bo nie wyrabiasz, nie ogarniasz i marzysz o wyjeździe gdzieś na kilka dni. Sama. Chcesz się naładować, odprężyć, poukładać myśli i wrócić lepsza. Błędy popełnia każda kobieta, każda matka. Grunt sobie zdawać z nich sprawę i próbować zreperować.

Do niedawna sama pieprzyłam, że wiecznie mi mało czasu, że potrzebuję pobyć sama ze sobą, że czasem mam dość tego jak życie me wygląda tu i teraz i chcę ruszyć z miejsca, tylko potrzebuję... Wyjazdu.



Kiedyś podczas rozmów o emigracji naszej był pomysł, bym sama wyjechała na kilka miesięcy. Wtedy wydawało mi się to do wytrzymania i możliwe. Tęsknota owszem za nim i nią, ale jak trzeba to bym podołała.

Nadarzyło się prędko coś podobnego. Też w grę wchodziła rozłąka. Wesele w górach, wyjazd 3 dniowy i  chęć zabawy do późna skutkowała pozostawieniem pod opieką komuś Martyśki. Została we wspaniałych rękach cioci i swoich kumpli od małego. Byłam spokojna, wiedziałam że nie muszę wydzwaniać co 5 minut choć miałam momentami taką chęć. 
Weselicho, zabawa, szaleństwo, uśmiechy... a między tym masa dzieci. Zatęskniłam okropnie. Później dalej wygłupy, tańce, delektowanie się chwilami tylko z mężem. Drewniany domek, kominek i błogi sen. Ranek, czas powrotu, długa podróż, zmęczenie, senność. Na koniec dnia odebraliśmy naszego szkraba, bezpiecznego, szczęśliwego i roześmianego. Nawet nie chciała wracać :) Było jej dobrze w wyśmienitym towarzystwie.

Wróciliśmy do domu, położyliśmy ją spać. Zerkałam na nią i pomyślałam, że już nigdy nie będę pieprzyć głupot o wyjeździe bez niej, o regeneracji bez niej, o tym że mnie czasem wkurza i chcę uciec. Bo im prędzej bym zwiewała na odpoczynek tym prędzej chciałabym być tuż obok niej, tulić, patrzeć jak zasypia i ładować się jej optymizmem. 

Za głęboka więź nas łączy. Może jeszcze kiedyś nadejdzie czas ciężkich decyzji, zmierzenia się z nieznanym. Tylko wiem, że wtedy nigdy jej nie zostawię. Zabiorę ze sobą, bo jest mym napędem życiowym i szczęściem. Motywatorem do wszystkiego co ciężkie.

Share
Tweet
Pin
Share
9 KOMENTARZY

Sylwetka jest naszą wizytówką, jak i wizerunek, charakter, styl bycia. Wszystko kształtuje nas na szczęśliwych lub nie ludzi. Kiedy byłam dzieckiem przypominałam szczypiorka. Skóra i kości i koścista dupa. Tak mi zawsze mówiono. Wszelki ewentualny nadmiary wyganiałam na w-fie, czy osiedlu bawiąc się w policjantów i złodziei, alli alli alo, masz go, chowanego, spinaniu po płotach, drzewach. W domu byłam gościem na spanie i odrobienie lekcji.

Pamiętam rozmowę w szatni licealnej przed w-f'em, jak to nam bardzo się nie chce iść na zajęcia, pewnie znowu będziemy biegać, gimnastykować się, a najlepiej byłoby pograć w siatkę. O tym jak to w-f mógłby zniknąć i nie istnieć skoro fizycznie jesteśmy bardzo sprawne.

No i masz, skończyła się szkoła, zaczęło się dorosłe życie, praca i coraz mniej czasu. Nie było niedoskonałości widać od razu, ale z czasem, zwłaszcza po ciąży tak. Nigdy nie miałam takiego brzucha jak teraz ! Momentalnie pomyślałam, jakby przydał mi się teraz taki w-f i jakie to było wspaniałe w szkole. Nie zwalam tego jak wyglącam na ciąże, ale na swoje lenistwo. Powinnam popracować głównie nad partią brzucha, ud i rąk. Tylko coś mnie w środku blokuje i nie jestem w stanie opisać co.

W domu rodzinnym nigdy nie jadło się lekko i zdrowo. Dzisiaj ubolewam nad tym, bo jestem nauczona wsuwać makaron, ziemniaki, kotlety, placki i schabowszczaki. Walczę każdego dnia by się odciąć od tych przyzwyczajeń wpajanych latami. Jest mi cholernie wstyd, że dopiero teraz znalazłam przyczynę. Teraz sama jestem sterem w naszej rodzinnej kuchni, mam małą córkę i staram się jak mogę odseparować od tego co tuczy i zabija.
Staram się gotować lekko, bez ziemniaków, kasze, warzywa, chude mięso. Margaryna do kosza na korzyść masła, oliwa z oliwek. Zmniejszyłam zjadania chleba wszystkim na korzyść sałatek. A jak pieczywo to pełnoziarniste.
Jeszcze walka ze słodkim mnie czeka, bo przyzwyczajenie  zmusza by sięgnąć do szuflady po łyżeczkę by posłodzić herbatę, a zaraz później myśl zmiata poprzednią - weź zieloną jest zdrowsza.

Najgorzej z mobilizacją do ćwiczeń. Wszędzie piszą, że powinnam pokochać pocenie się, wtedy czuć że wysiłek włożony w ćwiczenia był odpowiedni, że pozbywamy się toksyn, dotleniamy organizm. Próbowałam Ewki, Mel B, Dukana. Po ostatnim miałam kolki nerkowe przy których zwijałam się jak przy porodowych i podejrzenie wirusa wątroby. Tej przygody z pogotowiem wolę nie pamiętać. Teraz jak chudnąć to zdrowo, bez uszczerbku na zdrowiu. Tak bym w końcu kondycyjnie wyrabiała przy gonitwie za córką.

I tak sobie toczę walkę z samą sobą. Niby chcieć, a móc ?
Jednak coś mi nie pozwala iść wymarzonym torem. Nie chcę by takie przyzwyczajenia jakie ja wyniosłam z domu miało moje dziecko. Szukam porządnej motywacji by łatwiej stoczyć walkę z własnymi niedoskonałościami. Gryzą i zaprzątają me myśli codziennie. Nie będę nigdy w pełni szczęśliwa jeśli nie zrobię porządku ze sobą. Z sylwetką. Wtedy stan ducha, osobowość otrzyma eliksir i napędzi tak jak sobie marzę.

Nie bez powodu na metamorfozach widać jak poza zbędnymi kg, człowiek zyskuje na młodości i energii. Szkoda, że nie da się otrzymać jej w paczce świątecznej.

Będę wdzięczna jeśli któraś z Was, która tkwi w podobnym stanie i zna sposób na lenia i blokadę psychiczną, jeśli zna coś co dało kopa i pomogło... proszę o kontakt.


*zdjęcie

Share
Tweet
Pin
Share
7 KOMENTARZY

Pędzimy w tej naszej codzienności gnając do przodu. Tu szybkie kanapki do pracy, odprawienie dziecka do przedszkola, szybki makijaż wcześniej mimo zaspanych oczu. No co począć. Życie jest wymagające. Pewne obowiązki trzeba poczynić i basta.
Inaczej troszkę u bezrobotnej mamy. Jestem w domu i w 100% staram się zorganizować czas mej córce. Próbuję w tym czasie wygospodarować trochę czasu dla siebie. Czas, w którym będę mogła zebrać do kupy moje myśli pojawiające się przy obieraniu ziemniaków, myciu podłogi, czy spaceru z psem. Nie udaje mi się zawsze. Często jestem rozkojarzona, rozregulowana. Ale walczę każdego dnia by było nam wszystkim łatwiej. Bym mi było lepiej ze sobą samą.

Share
Tweet
Pin
Share
17 KOMENTARZY
Dzisiaj powinnam skupić się na jednym i opisać to do czego lubię powracać. Ale przyznam szczerze, mam z tym problem. Każdy dzień biegnie do przodu, a gdy znajdzie się chwila na dobry film, muzykę czy książkę delektuję się nimi tu i teraz, nie powracam do tego po raz kolejny. Czasem może wspomnieniami, myślami. Może właśnie dlatego jest mi ciężko udzielić jednoznacznej odpowiedzi.

Nie czuję zupełnie potrzeby  by po raz kolejny wałkować to samo. Oglądam, słucham, czytam raz a porządnie i dokładnie.



Mam swój ulubiony film, temat poruszony w nim wcale nie prosty, ale go uwielbiam. "Uprowadzona". Lubię filmy sensacyjne, thillery z akcją nie nudną i długą fabułą. Nie znoszę fantastyki i elementów historii czy kostiumów.

Meloman ze mnie marny szczerze mówiąc, po dobre filmy do których warto powrócić czy po prostu je obejrzeć odsyłam wszystkich do mego męża i na jego barki zwalę wszystko ;)

*zdjęcie: klik
Share
Tweet
Pin
Share
6 KOMENTARZY

10 moich LUBIĘ

1. Blogować. Czytając i pisząc. Być i tkwić w tym przedsięwzięciu.

2. Fotografować i próbować różnych ujęć. Brakuje mi odwagi do grzebania w ustawieniach aparatu, a chyba czas popuścić się wodzy pseudo artysty ;)

3. Tworzyć moje małe grafiki i obrabiać zdjęcia.

4. Pomagać. We wszystkim tym, w czym czuję swobodę, albo opcję że podołam :) Wyzwania mile widziane. W tym również pomoc koleżankom blogerkom od strony technicznej czy graficznej.

5. Podróżować z moją rodzinką i czerpać radość z każdych wspólnych chwil.

6. Mieć pomalowane oczy, bo bez makijżu źle się czuję.

7. Lubię piękne schludne i przestronne wnętrza, ozdoby i gustownych ludzi. Wciąż zazdroszczę, że mi to nie dane.

8. Dzieci ! Chętnie zajęłabym się większą gromadką choćby w ramach testu samej siebie. Ofiar nie przewiduję.

9. Wszelaki hand made, czyli to co tworzone od serca, niepowtarzalne, wyjątkowe, nieszablonowe. Skłaniam się ku temu by sama zacząć coś.

10. Spotkania blogerek i mam. Uwielbiam i uwielbiać będę. Bo jak nie uwielbiać tego co ładuje pozytywnym i dobrym od środka ? :)


10 moich NIE ZNOSZĘ

1. Wrzucania wszystkich ludzi do jednego wora z perspektywy jakiegoś wydarzenia. Tu również włączam w to spięcia między blogowe, złośliwości i anonimowe komentarze przekraczające jakiekolwiek granice.

2. Gdy zapominam o tym, o czym byłam pewna, że pamiętam ! Nie wiem czy to taki efekt pociążowy, ale serio mam z tym problem.

3. Kawy, oliwek i wątróbki. Jak tę pierwszą okazyjnie wypiję z dużą ilością mleka tak do reszty nie przekonam się za chiny ludowe.

4. Ciągle i wszędzie sierści mej psiny.

5. Ludzi którzy mają pyskate dzioby i wiele do powiedzenia, ale tylko w formie - nie osobiście. Ludzi którzy śledzą zawzięcie każdą moją codzienność i aktywność w sieci, a na żywo nie potrafią wybełkotać nawet jednego sensownego zdania, np: co u Ciebie ?

6.  Zmywania garów, prasowania ciuchów. Czas chyba na zmywarkę i żelazko parowe :P Ofiarodawcę chętnie wyręczę w myciu okien we względnej ilości.

7. Swojej aktualnej figury, a raczej jej braku. Moich nawyków żywieniowych.

8. Powtarzać trzy razy jedno i to samo.

9. Spóźniać się, a będąc mamą często mi się to zdarza. Bo akurat na ostatnią chwilę musiałyśmy się wracać do łazienki.

10. Papierosów oraz palaczy nie szanujących tego, że nie chcę wąchać dymu idąc za nim, gdy stoję na przystanku czy gdy siedzę u dziecka w pokoju, a smród się unosi. O smrodzie włosów nie wspominając.
Share
Tweet
Pin
Share
6 KOMENTARZY


Moja mama zawsze powtarzała z uśmiechem na twarzy, że jestem dzieckiem stadnym i garnę się do ludzi. Od małego nie potrafiłam się zająć sama sobą, potrzebowałam towarzystwa i rozmowy. Kontaktu z drugim człowiekiem. Najbardziej ucierpiał na tym mój brat, który w momentach krytycznych zmuszony był bawić się ze mną lalkami ;)

Jak to się ma do mego blogowania ?

Uwielbiam otaczać się ludźmi, podejmować się różnych tematów rozmowy. Uwielbiam czerpać z nich wiedzę, dowiadywać się o tym, czego bym nie wysiedziała w domu. Towarzystwo ładuje mnie energią i łechta moje ego.

Za czasów gdy byłam nastolatką, hormony szalały, a miłość nie raz zawiodła... wtedy zaczęłam pisać bloga. Wylewałam na niego wszystko to co siedziało na żołądku i sercu. Wypisywałam emocje o relacjach w domu, zawodach miłosnych, czy  świetnym wypadzie z przyjaciółkami do klubu. Z czasem zmieniłam sposób pisania. Emocje pozostały, poznałam mego uwczesnego chłopaka, dzisiaj męża. Opisywałam każdą swą radość, tęsknotę, miłość czy złość. Do dzisiaj czasem tam zaglądam i rozpieszczam umysł wspomnieniami. Zachwycam się doborem słów i staram ponownie zarazić się tym co było wtedy.

Nie da się ukryć. Podrosłam troszkę, zostałam mamą, trochę później żoną. Zmieniłam się, ale co jakiś czas systematycznie upominam się, o tamte szaleństwa i dawkę chichotu.

Dzisiaj jestem tu i teraz. Piszę bloga parentingowego, czasem coś z lifestylu. Opisuję cząstkę siebie i własnych myśli. Staram się uchwycać na fotografiach niezapomniane chwile. Garnę się do ludzi, dlatego krążę w komentarzach między blogami i czerpię full radości z możliwości poznania mam blogujących na spotkaniach blogerek. Te są organizowane coraz częściej. Wyśmienicie ! Kto nie był ten nie wie jaką dawką energi zarażają te wszystkie kobiety. Jesteśmy każda inna począwszy od urody, koloru włosów, czy kilogramów. Mamy każda inne dzieci, mamy nie raz różne poglądy. Ale jesteśmy jednością i wsparciem dla siebie. Inspiracją i sposobem na rozruszanie leniwego poniedziałkowego poranka.

Co lepsze, potrafimy wspólnie sobie pomagać np. w upiększaniu bloga czy od jego technicznej strony, Rozmawiamy ze sobą prywatnie, często powierzając sobie wzajemnie własną prywatność. Swą życzliwością zarażamy się wzajemnie i to wcale nie wchodzenie sobie w dupę. Nic nie musimy. Chcemy.

Można rzec, że opisałam Wam kulisy blogowania. Ale to wszystko naprawdę się dzieje i dziać się powinno nadal !

Blogowanie zaraża, umacnia, daje kopa w dupę, a nawet sprowadza na Ziemię. Obojętnie czy piszę wpis u siebie, czy czytam go u kogoś innego.

Najważniejsze, byśmy byli sobą w pisaniu, jak i prywatnie. Nie bójmy się szczerości i otwartych rąk.
Nie wierzcie w afery blogowe, tylko zajmijcie się czytaniem wartościowych fajnych blogów. Mogę podać moje ulubione :)

Dlaczego więc piszę ?
Bo jest mi dobrze z tymi ludźmi, w tej życzliwości i uśmiechu. Jest mi dobrze będąc częścią tej wyjątkowej społeczności ! Lubię mieć się komu wygadać, pokazać skrawek naszego życia. Lubię pisać i starać się by każdy wpis był staranny czy to słownie, czy ozdobiony fotografiami albo grafiką.

A kiedyś na pewno usiądę z kubkiem kakao i poczytam wspólnie z córką jak ja, jako mama, postrzegałam wtedy macierzyństwo i swe otoczenie. Opowiem jej jaka jestem dumna z tego co tworzyłam, w jakim gronie przebywałam i  ilu wspaniałych ludzi poznałam.
Szczerze mówiąc taki bilans byłby na pewno wielo stronicowy. W blogosferze dzieje się ogrom dobrego !
Share
Tweet
Pin
Share
3 KOMENTARZY
Przyznam szczerze, że to co dzieje się w moim życiu prywatnym ma ogromny wpływa na brak czasu na blogowanie. Przeprowadzka + upał i dziecko pochłaniają mój czas w ostatnich dniach na maksa. Koniec końców padam wieczorem na twarz zamiast być tu i pisać. Zamiast fotografować i się tego uczyć. Zamiast budować z Wami relację na której mi zależy.

Postanowiłam zmobilizować się jakoś z pomocą Uli. Jej bloga śledzę już długi czas, cenię i szanuję za jej profesjonalizm. Tym wpisem podejmuję się jej lipcowego wyzwania "5 dni do lepszego bloga". Wiadomo, że w pięć dni nie zawładnę blogosferą, ale za to może fajnie i płynnie ruszę z kopyta, zacznę wreszcie zamieszczać na blogu to co długi czas tkwi w mej głowie. 



Na samym samiusieńkim początku, gdy byłam na końcówce ciąży (spodziewając się córki) dużo po terminie... Szukałam zajęcia by nie myśleć o porodzie który się z każdym dniem zamiast przybliżać, oddalał w czasie. Kilka kliknięć, chwila odechu przy wymyślaniu nazwy i powstały na blogspocie Martynkowe Chwile. Wtedy nie miałam pojęcia na czym polega blogowanie na serio. Kiedyś prowadziłam bloga, ale prywatnego, ku pamięci w formie pamiętnika ale nie do końca. Nie pod publikę, z masą emocji i myśli przelanych na ekranowy papier i garstką stałych czytelników o podobnych emocjach.

A teraz, kliknijcie sobie w archiwum na początki mego blogowania. Wszystko o początkach bycia mamą, zapiski w formie raportów za jakiś okres. Chciałam gdzieś gromadzić wspomnienia z moich poczynań w byciu młodą mamą, zamieszczać zdjęcia by widzieć jak się zmieniamy. Później znalazłam jeden czy kolejny blog, z tych lepszych, poczytniejszych. Z tych które miały wszystko fajnie pukładane. Nie pisały o codziennej zmianie pieluch, czy gorączce po szczepieniu. Zaczytałam się. Znajdywałam  kolejne, które wciągały. 
I tak czytając innych, mając w głowie swe inspiracje i wizję pisałam po swojemu ale inaczej. Był czas że pisałam tak jakby to Martyna mówiła o Was ;).

Nie zakładałam sobie nigdy blogowych celów, jakiegoś pułapu, nie myślałam o zarabianiu (nie wiedziałam, że to możliwe) po prostu byłam. Czytelników przybywało, fanpage cieszył się aktywnością. Tworzyły się spotkania mam blogujący, poznałam wspaniałe blogerki bliskie memu sercu. Nawiązałam znajomości, o których kiedyś na pewno napiszę :)

Nazwa Martynkowe Chwile zaczęła mnie ograniczać. Nie chciałam już pisać tylko o córce. Zresztą czym dziecko starsze tym pewne tematy odchodzą na dalszy plan i nie ma sensu ich poruszać. Pisać na siłę o nowych pieluchach mając odpieluchowane dziecko ? Bez sensu. Czułam potrzebę stworzenia własnej przestrzeni w sieci. Nowy blog ? Nie. Przecież moja córka jest ogromną częścią mego życia, od niej się zaczęło, dzięki niej zaczęłam pisać.

Postanowiłam wymyślić sobie nazwę która będzie pasowała do mnie jako matki, ale i kobiety, koleżanki, babeczki do pogadania. Pomysłów była masa, ale albo za długie, nie polskie, albo skomplikowane nie trafiały do mnie do końca.

I nagle przy codziennych porządkach ze szmatką w dłoni wpadło do głowy Babatu ! Jestem babką, jestem tutaj. Nazwa mnie nie ogranicza tematycznie, jest krótka prosta i zapada w ucho. Pół dnia chodziłam powtarzając babatu, babatu... brałam długopis zapisując na kartce i sprawdzając jak się prezentuje izualnie ;) Skonsultowałam się z kilkoma zaprzyjaźnionymi blogerkami co o tym myślą. Utwierdziły mnie w tym, że nazwa będzie dobra, wręcz bardzo dobra.

Od 19 stycznia 2014 istnieje Babatu.pl - póki co na silniku bloggerowym, z własną domeną. Chcę zmian, potrzebuję ich. Ale najpierw muszę zacząć od siebie. Od tego wyzwania, by udowodnić sobie, a Wam pokazać, że można pisać fajnie, w miare regularnie. A znalezienie czasu na pisanie jest możliwe, tylko potrzebuję być bardziej zorganizowana.
Fanpage stary usunęłam (wtedy nie wiedziałam, o możliwości zmiany nazwy). Założyłam nowy. Na nową nazwę przeszła ze mną dużo mniejsza ilość osób. Najpierw było mi smutno z tego powodu, a zaraz później zrozumiałam, że to tylko liczby i że przeszli ze mną na Babatu.pl tylko Ci prawdziwi fani, a nie konkursowicze.

Wpis wprawdzie o tym skąd się wzięła nazwa - Babatu.pl ale napiszę...
Fajnie gdybyśmy razem sobie wypracowali fajną wzajemną relację na blogu i fanpage. Byśmy zostawiali po sobie ślad, w formie komentarza. One naprawdę budują, napędzają i umacniają. Blogowanie to wspaniała sprawa, z której nie warto rezygnować z lenistwa, czy wymyślonego braku czasu. Ale o tym w następnym wpisie.
Share
Tweet
Pin
Share
5 KOMENTARZY

W przeciągu jednego dnia wiele pomysłów zdarza mi się wpaść do głowy. Wychodzą mi na przeciw ważne wydarzenia, kampanie. Fajne strony, akcje. Ciekawe informacje. Dodatkowo obowiązki dnia codziennego, wizyty u lekarzy, zakupy na obiad czy po prostu inspiracje kulinarne. Czasem jakiś ciekawy link na fejsie, który ginie na wallu,u wraz z późniejszą godziną i bieżącymi aktualnościami.


W głowie od dłuższego czasu mam bałagan. Jeśli miałabym to jakoś zobrazować, pokazałabym Wam nasze mieszkanie w obecnym, przeprowadzkowym stanie.Lub napalowała kłębuszek.


Share
Tweet
Pin
Share
6 KOMENTARZY
Starsze posty

AUTORKA


Jestem mamą, której zwyczajnie nie wszystko układa się po myśli. Slow life bez luksusu to moje prawdziwe życie. Cenię sobie ciszę odkąd mam dzieci. Lubię fotografować i pisać.

Najchętniej przeglądane

  • Nowość: Pieluchy Tesco Loves Baby - sprawdzamy rozmiar 4+
  • Między złem, a radością.
  • Emocje na ścianie salonu - fotoobraz SaalDigital Polska
  • Jesienna wyprawka niemowlęca z Bonprix
  • Co na prezent na Dzień Taty ?

Szukaj na blogu

Etykiety

parenting strefa mamy lifestyle testowanie biblioteczka DIY towarzysko ciąża kuchnia polecamy przedszkolak zabawki fisher price kampania blogosfera karmienie piersią inspiracje zdrowie dziecko święta gadżety honor tula urodziny wyprawka
Obsługiwane przez usługę Blogger.

ARCHIWUM

ZJESZ CIASTKO ?

Moja strona korzysta z ciasteczek. Korzystając z niej zgadzasz się na ich użycie.

Zasady plików cookie zawarte są w Polityce prywatności.
Instagram

Created with by BeautyTemplates